8 września 2016

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogłam poczuć atmosferę Światowych Dni Młodzieży. Mieszkam w Krakowie, więc wszystko działo się tuż przy mnie. Przyznaję, że przed rozpoczęciem ŚDM dałam się ponieść tej medialnej nagonce: jak to będzie tłoczno, strasznie, nie będzie się dało przejechać przez Kraków i tak dalej. Myślałam nawet o wyjeździe z Krakowa na ten czas, jednak bardzo się cieszę z tego, że wyszło inaczej! Im było bliżej do rozpoczęcia ŚDM, tym bardziej przekonywałam się o tym, czym naprawdę jest ŚDM. Mój mąż dostał wolne na cały tydzień, dzięki temu mogliśmy trochę pochodzić po mieście i wykorzystać ten czas.

Z dnia na dzień, doświadczałam coraz więcej pozytywnej energii z tego, co działo się na ulicach. W mojej dzielnicy oraz w całej Nowej Hucie ciężko wyszukać obcokrajowców na co dzień, jednak wtedy, przez ten wyjątkowy tydzień byli wszędzie :) Na wszystkich osiedlach można było spotkać młodych ludzi ze wszystkich kontynentów.

Grupa 170 Nigeryjczyków

Grupa 170 Nigeryjczyków

Na początku tygodnia zaczęliśmy od nieśmiałych wyjść, aby zobaczyć co się dzieje na osiedlu i pod Parafią. Zrobiliśmy małą relację na nasz dzielnicowy portal. Następnie zaczęliśmy chodzić po Nowej Hucie – było tam pełno Czechów ;)



Potem pojechaliśmy na Rynek. Magia. Tysiące ludzi w kolorowych koszulkach, żółtych, niebieskich i czerwonych plecakach, z flagami różnych państw oraz z uśmiechem na twarzy i dobroci w sercu. Nigdy mi się tak dobrze nie chodziło po centrum Krakowa – nie było wyścigu szczurów, przez który można na co dzień nabyć siniaków od przepychania, wszędzie czuło się radość i ten ogień, którym został zapełniony na cały Kraków.




















Nie wybieraliśmy się na żadne z większych wydarzeń na Błoniach czy Brzegach, jednak nasz kolega podarował nam wspaniały prezent – bilety na piątkową Drogę Krzyżową, która odbywała się na Błoniach. Z przyjemnością pojechaliśmy na nią i mieliśmy okazję przeżyć następne chwile wielkiej radości. Autobusy dojeżdżały do Placu Inwalidów, więc resztę drogi trzeba było przejść na nogach, jednak w takim towarzystwie było to czystą przyjemnością :) Przez cała drogę szło się bardzo dobrze, jednak przy skrzyżowaniu na początku Błoń, gdzie każdy zmierzał w inną stronę na swój sektor i już przy wejściu na Błonia można się było zgubić (najlepiej chyba byłoby się związać tak, jak czasami dzieci z przedszkola są związane na wycieczkach :D ). Mieliśmy bilety na sektor VIP, miejsca siedzące z widokiem na cały ołtarz, jednak niestety dotarliśmy na swoje miejsca 40 minut po zakończeniu Drogi Krzyżowej… Stało się tak dlatego, że na sektor VIP wszystkich ludzi sprawdzali wojskowi, którzy mieli tylko dwa stanowiska i sprawdzali dosłownie wszystko – zawartość torebek, trzeba było ściągać paski ze spodni itd. Ludzi w kolejce było naprawdę dużo, więc w takim tempie sprawdzania nie udało się wejść większości :( Jednak stojąc w tej kolejce, mieliśmy przed sobą wielki telebim, dzięki czemu wszystko pięknie widzieliśmy i między rusztowaniem (telebim przed nami był powieszony na rusztowaniu przeznaczonym dla kamer i dziennikarzy) było widać Papieża ;) Cała Droga Krzyżowa była bardzo ładnie zrobiona, choć jak dla mnie niektóre stacje były zrobione dość… Nowocześnie. Po skończeniu, została puszczona piosenka „Abba Ojcze” i cały ten tłum ludzi zaczął śpiewać i machać kolorowymi flagami kilkudziesięciu Państw świata – nigdy nie zapomnę tego uczucia, które mi wtedy towarzyszyło. Przepiękna piosenka, która tak bardzo kojarzy się z naszym Papieżem, Janem Pawłem II i tysiące młodych, wierzących ludzi, którzy są nadzieją przyszłości. I to wszystko w naszym Krakowie… :)


Spacer alejami









"Abba Ojcze" po Drodze Krzyżowej










W Internecie czytałam kilka artykułów, z których dowiadywałam się, że pielgrzymi są zachwyceni między innymi tym, że w Polsce można wyznawać swoją wiarę, chrześcijaństwo, bez żadnych problemów. Przeprowadzałam ostatnio wywiad o ŚDM w mojej dzielnicy, gdzie jeden z organizatorów opowiedział o swojej rozmowie z jednym Pakistańczykiem, w której okazało się, że pielgrzymi z Pakistanu musieli robić wszystko, żeby w ich Państwie nikt ich nawet nie zaczął podejrzewać, że pojechali oni na ŚDM. Musieli w różnym czasie wyjeżdżać i wracać (w tym też nie byli na niedzielnych czy nawet sobotnich wydarzeniach), musieli lecieć do innych krajów i dopiero z nich do Polski, nie robili żadnych zdjęć pamiątkowych oraz nie mogli zabrać ze sobą żadnych rzeczy z Krakowa. Na co dzień nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak inne narody cierpią i nie doceniamy tego, co mamy wokół siebie… Nie chodzi tutaj też tylko o Pakistan, ale i o Francje czy Niemcy. Nasi bliscy europejscy sąsiedzi zazdroszczą nam wolnego wyznawania wiary… Do czego to doszło?


Jednak wracając do bardziej radosnych tematów, to podzielając opinię innych osób, uważam, że Kraków chyba nie mógł lepiej zorganizować ŚDM. Bez dwóch zdań stanął na wysokości zadania. Pielgrzymi byli bezpieczni, wszędzie było pełno policji, wojska, helikopterów latających nad całym Krakowem przez cały tydzień, komunikacja jak najbardziej dawała radę, było mnóstwo ludzi, którzy chcieli pomóc i przyjąć pielgrzymów lub po prostu włączyć się w organizację. Dla samych organizatorów, wszystkich wolontariuszy i służb należą się wielkie podziękowania :) A sam św. Jan Paweł II czuwał nam nami przez cały czas :)

Bardzo podobał mi się też stosunek pielgrzymów do innych ludzi, w tym policji. Dziękowali i śpiewali naszym policjantom :)




Kiedy wszystko powróciło do codzienności, od razu zaczęłam tęsknić za pielgrzymami i tym wszystkim, co się działo w ciągu tego tygodnia.

Podsumowując - warto było to przeżyć :) To był naprawdę wspaniały czas, który nie tylko miastu przyniósł dużo dobroci i jeszcze dużo przyniesie. Okres Światowych Dni Młodzieży rozpalił w ludziach ogień miłości. Najważniejsze teraz jest, aby go cały czas podtrzymywać, żeby nigdy w nas nie zgasł... :)

Ps: Naprawdę poważnie rozważam pojawienie się na WYD za 3 lata ;)