Co ciekawe, w tym samym czasie do Wrocławia przyjechała też moja przyjaciółka, Paula (niebopauli.blogspot.com) z chłopakiem :) Nie umawiałyśmy, a idealnie zgrałyśmy się z terminem :D
Przyjechaliśmy w czwartek Polskim Busem przed godziną 9.00. Teren koło dworca i trasa do hotelu była akurat cała rozkopana przez remonty i budowę nowych bloków i biurowców. Jakie były nasze pierwsze wrażenia? Wrocław jest bardzo podobny do Krakowa :) Spodobało nam się to miasto od razu. Jednak co zauważyliśmy też dość szybko: światła dla pieszych świecą się bardzo krótko i jest mało przycisków "Naciśnij i czekaj" :D
Po zaniesieniu bagaży do hotelu, udaliśmy się na Stare Miasto, zwiedziliśmy Rynek i pobliskie uliczki. Rynek jest naprawdę ładny, urokliwe są te kamieniczki na środku :)
Świetne są również krasnalki Wrocławskie! :) Widzieliśmy mapę w Internecie i jest ich naprawdę bardzo dużo! Nie chodziliśmy za wszystkimi, ale odkąd zobaczyliśmy pierwszego, zaczęliśmy patrzeć w każdy kąt w poszukiwaniu następnych ;)
Po tej wycieczce musieliśmy wrócić do hotelu, aby się zameldować. Tam spędziliśmy chyba ponad godzinę w oczekiwaniu na pokój. W końcu się udało i wszystko było w porządku oprócz klimatyzacji, której nie dało się wyłączyć. Zgłosiliśmy to obsłudze hotelu, która powiedziała, że na pewno się potem wyłączy. Zostawiliśmy więc tą sprawę i poszliśmy dalej zwiedzać.
| Jedyne "Naciśnij i czekaj" jakie spotkaliśmy :D |
Udaliśmy się w kierunku wysepek, które fajnie się komponowały w środku miasta ;) Co ciekawe, jak przeszliśmy na drugą stronę mostu (z ul. Grodzkiej na ul. Duboisa), od razu było widać tą..."gorszą" stronę Wrocławia. Jakoś bardzo rzucały się w oczy zaniedbane kamienice i ogólnie było mniej przyjemnie.
Na wysepkach dużo nie pochodziliśmy, ponieważ Tomek ma duży lęk przed wodą, a co się z tym łączy, przed przechodzeniem przez mosty... ;)
Po wyspach umówiliśmy się ze znajomymi i poszliśmy przez miasto w stronę Wrocławskiej Fontanny. Niestety było to dość daleko, więc w końcu wsiedliśmy do autobusu ;)
Nad fontannę zdążyliśmy przed pokazem, który rozpoczął się o godzinie 21.00. Przedstawienie świetnie wyglądało na żywo, a trwało około 10 minut. Było pełno kolorów i mnóstwo kombinacji :)
Zaraz po pokazie zaczęło padać, więc poszliśmy szybko na autobus i czekając na niego przemókł nam nawet parasol... ;)
Niestety ten deszcz przyniósł zimny front, co spowodowało, że w piątek nie było 34 stopni, jak zapowiadali, tylko 20... Nie braliśmy ciepłych ciuchów, jadąc tylko na dwa dni i widząc pogodę po 30 stopni, co spowodowało, że w piątek strasznie wymarzliśmy!
W dodatku w naszym pokoju dalej działała klimatyzacja i skończyło się na zmianie pokoju o 1 w nocy...
Część druga: TUTAJ
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz